847-298-2200
Mar 15, 2016

Interesujące przypadki z praktyki dr. A. Gorodeckiego – część 4

Zawsze zadziwia mnie fakt, jak szybko płynie czas. Nie zdążysz się obejrzeć – a już mamy marzec. I wiecie co, wydaje mi się, że mój ulubiony temat, czyli opowiadanie o przypadkach pacjentów, nigdy się nie wyczerpie, ponieważ praktycznie codziennie przychodzą do nas nowe osoby ze swoją szczególną i nierzadko pouczającą historią. Ilu ludzi – tyle różnych przypadków choroby. Często też zauważam, ile błędów w leczeniu już popełnili, zanim trafili do mnie. Dlatego właśnie opowiadam wam tu te historie, żebyście umieli unikać takich pomyłek. Wiele historii jest, niestety, smutnych, ale na szczęście są też wesołe przypadki, które wspaniale poprawiają mi nastrój w pracy na cały dzień. Zacznijmy więc od pewnej komicznej opowieści.

 

1. „Zabawny przypadek”

Pacjentka ta przyszła do nas pod koniec 2015 roku, ale myślę, że jeszcze długo będziemy pamiętać jej osobliwe poczucie humoru i optymizm. Była to rdzenna moskwianka w wieku około 70 lat. Opowiedziała nam o bólach w nogach i o trudnościach w chodzeniu – zauważyła, że nie może już poruszać się tak dobrze, jak to było wcześniej, ponieważ czuje, jakby miała namagnesowane nogi, które z trudem odrywa od podłoża. Po wysłuchaniu jej opowieści daliśmy jej do założenia specjalne szorty i zaczęliśmy badać jej żyły. Już wspominałem, że USG zawsze robię sam, a żeby sprawdzić stan głębokich żył muszę przesuwać czujnik aparatu aż do pachwiny i przycisnąć w tym miejscu. Prowadzę więc ten czujnik w kierunku pachwiny pod nogawką spodenek, a pacjentka z całkowicie poważnym wyrazem twarzy mówi: „No, no, doktorze, a dokąd to tak pan się pcha ze swoim czujnikiem, kiedy pański asystent próbuje odwrócić moją uwagę??? A podobno z pana jest taki porządny człowiek!” Nie potrafię opowiedzieć, jak bardzo nas wszystkich to rozbawiło. Ona tak świetnie zagrała swoje zdziwienie i niezadowolenie, chcąc sobie zażartować. A przyczyną jej bólu nie były żylaki i dlatego poleciłem jej pójść do innego lekarza specjalisty. Dużo takich zabawnych sytuacji dzieje się w naszej klinice i wiele osób zauważa, jak przyjemna jest u nas atmosfera i jaki mamy stosunek do pacjentów.

2. „Nie wiem, czego się boję, dlatego raczej nie przyjdę na leczenie”

Teraz lepiej opowiem wam o jeszcze jednym, niedawnym i bardzo obrazowym przypadku. Przyszedł do nas razem z żoną mężczyzna w wieku 67 lat. Najbardziej uskarżał się na pojawiające się i znikające swędzenie poniżej kolan i na obrzęki, a także na nocne skurcze. Kiedy zacząłem badać jego nogi, to już na początku rzuciły mi się w oczy dość duże żyły podskórne. Ale mężczyźni, w przeciwieństwie do kobiet, nie bardzo zwracają na to uwagę. Za to na USG uwidoczniła się poważna choroba żył z wysokim ryzykiem powstania zakrzepu. Porozmawiałem szczegółowo z nim i jego żoną o wynikach badania i o tym, że w jego przypadku leczenie jest już, niestety, konieczne. Dzień przed wyznaczonym terminem zabiegu dzwoni jego żona i mówi, że oni popytali u krewnych, którzy przechodzili takie leczenie i że osoby te nie były zadowolone z rezultatów. A jeszcze jakiś kuzyn podobno z wykształceniem medycznym powiedział, że takie metody mogą doprowadzić nawet do rozerwania aorty. Oczywiście nastraszył tym całą rodzinę i pacjenta też – głowę od tego wszystkiego miał pełną samych nieuzasadnionych obaw i wątpliwości. A ja zawsze powtarzam, pytajcie, kto dokładnie i gdzie przeprowadzał leczenie. I pytajcie te osoby, które były zadowolone z efektów! Po co iść tam, gdzie wszyscy mówią, że jest niedobrze. Przecież to takie oczywiste. Podam jeszcze przykład: dwóch chirurgów zajmuje się takim samym przypadkiem – dajmy na to zapaleniem wyrostka. Jeden ma stałe dobre wyniki, u drugiego wciąż są jakieś problemy i błędy. Do którego z nich się udacie? Ręce lekarza, jego doświadczenie, wykształcenie i umiejętność myślenia mają kolosalne znaczenie. Oczywiście, warto wypytywać znajomych i przyjaciół o rezultaty. Ale jeśli w odpowiedzi słyszycie tylko jakieś straszne opowieści o tym, jak to wszystko bolało i o wszelkich możliwych problemach, to zdrowy rozsądek sam podpowiada, żeby tam nie chodzić. Nie znaczy to jednak, że powinniście siedzieć w domu z myślą, że samo przejdzie. W medycynie rzadko coś przechodzi ot tak. Pytajcie i szukajcie dobrego i wykształconego lekarza. Podsumowując dodam tylko, że jeszcze raz wszystko omówiliśmy z pacjentem i na dany moment jest on już po dwóch zabiegach. Zobaczylibyście go teraz – cały promienieje. I jego żona też wciąż się uśmiecha.

3. „Historia o owrzodzeniu troficznym”

Dawno już nie mieliśmy przypadków w tak bardzo rozwiniętym stadium. Przyszła do nas kobieta w wieku powyżej 65 lat, dość pokaźnej postury. Przyszła pod rękę z synową, ponieważ samodzielne chodzenie sprawiało jej ogromny ból. Z jej opowiadania wywnioskowałem, że żyły na nogach ma już dawno widoczne, ale bardzo jej to nie dokuczało – ot, czasem coś ukłuje, czasem lekko spuchnie. „Kto dzisiaj tak nie ma?” – powiedziała. Było to więc całkiem normalne dla niej. Sądziła, że wszyscy mają takie dolegliwości i że to nic strasznego. A tam jeszcze dzieci, wnuki, życie – głowa zajęta takimi ważnymi sprawami. Niestety, nie pamięta i nie zauważyła, kiedy i jak utworzyła się jej na nodze najpierw mała ranka, która potem rozwinęła się w owrzodzenie troficzne. Namęczyła się ona strasznie – i z powodu bólu i od chodzenia po lekarzach. Do rany dołączyło zakażenie, potem zapalenie aż doszło do ropienia. Sprawa była więc poważna.

Przyszła do nas ze łzami w oczach i silnym bólem. „Panie doktorze, proszę mi pomóc. To moja wina, że do tego dopuściłam”. Takie stadium żylaków, tym bardziej z otwartą zainfekowaną raną, bardzo trudno jest leczyć. Najpierw skierowaliśmy ją do odpowiedniego specjalisty, gdzie zamiast dotychczasowych okładów, dobrze tę ranę oczyścili. Potem trzeba było wyleczyć infekcję, a dopiero na końcu mogliśmy zabrać się do pracy my. Minął przeszło miesiąc, pacjentka kończy już leczenie – owrzodzenie zaczęło się goić i zabliźniać, przestało ją boleć, zniknęły sterczące grube żyły i teraz może już chodzić bez niczyjej pomocy. Ale, oczywiście jak wielu innych, ona też mnie ciągle pyta: „Doktorze, a kiedy wszystko się zagoi, minął już przecież miesiąc? I jak długo mam jeszcze nosić te pończochy uciskowe?” Jak ja lubię te pytania od moich pacjentów. Ludzie naprawdę myślą, że chorobę, która rozwijała się u nich przez wiele lat, która postępowała, a w tym przypadku doprowadziła jeszcze do powstania zainfekowanej rany, że taką chorobę można wyleczyć jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Tak jednak nie bywa. Potrzebna tu jest staranność, dokładny plan i przestrzeganie każdego z etapów leczenia. Wtedy wynik będzie pewny i trwały. A na co chcę zwrócić uwagę w tym przypadku? Jak już wielokrotnie mówiłem – nie zwlekajcie z leczeniem lub badaniem, bo nie możecie wiedzieć, kiedy choroba doprowadzi do rozwoju komplikacji. Róbcie wszystko we właściwym czasie i z głową.

4. „Historia polskiej pacjentki”

W ostatnim czasie zaczęło przychodzić do nas wielu Polaków i to będzie jedna z historii, którą dobrze zapamiętałem. Przyszła do nas Polka w średnim wieku i powiedziała, że problemy z żylakami ma mniej więcej od 20 roku życia. Około 6 lat temu w znanej polskiej klinice flebologicznej w Chicago miała laserowe leczenie, gdzie, według jej słów, zrobili jej jakąś ogromną ilość zabiegów. Ja nawet nie wiedziałem, że można tyle razy je robić. Niedawno chodziła ona do tej kliniki na kolejne kontrolne badanie, podczas którego usłyszała, że znów jakimś sposobem „pootwierały się żyły na nogach i że znowu trzeba leczyć je laserem”. Ale pacjentkę naszły wątpliwości i zaczęła wypytywać znajomych, dokąd można się udać, żeby uzyskać opinię innego lekarza. Polecili jej przyjść do mnie. Zacząłem oglądać jej żyły. Na tej nodze, w której znaleźli jej ogromną ilość chorych żył i zalecili jej leczenie nie było absolutnie nic, wszystko w porządku. Paradoks. Znalazłem u niej tylko jeden uszkodzony perforator, ale na drugiej nodze i póki co, nie wymaga on żadnej ingerencji, wystarczą same pończochy uciskowe. Taki to smutny przypadek. Dlatego pamiętajcie, drodzy czytelnicy, jeśli będziecie mieć wątpliwości co do usłyszanej diagnozy i zaleceń – udajcie się do innego lekarza, odpowiednio wykształconego i wysłuchajcie jego opinii, żeby później nie było negatywnych wyników. Chodzi przecież o wasze zdrowie.

5. „Opowiadanie o półżywym pasożycie”

No i na koniec opowiem jeszcze jedną zabawną historię. Przychodzi pacjentka w wieku około 75 lat. Wspaniała kobieta. Przyszła do nas na pierwszą wizytę, ponieważ dokuczały jej bóle nóg. Zacząłem badać ją ultrasonografem i jednocześnie pytam: „Może pani już chodziła do jakichś innych klinik, żeby zbadać sobie nogi?”, na co ona mi odpowiada: „Oj, panie doktorze, nie chcę tu, w Ameryce, chodzić do nikogo. Nikt nie umie tu tak zdiagnozować jak tam, w ojczyźnie”. Nie całkiem zrozumiałem, o co jej chodzi, dlatego zacząłem ją wypytywać. „Przyszłam tu tylko dlatego, że mi pana polecili jako dobrego doktora. A tak tutejsi lekarze nie potrafią niczego u mnie znaleźć… Jeszcze kiedy mieszkałam w ojczyźnie wykryto u mnie pasożyty i grzyby. A tutaj ile to już razy robiłam sobie wyniki u różnych amerykańskich lekarzy – i nic, czysto. Widocznie mają kiepski sprzęt. Znalazłam tu jednego rosyjskiego doktora, czy kim on tam jest. Ma on swoje urządzenie, przywiezione jeszcze stamtąd. I na nim on doskonale widzi wszystkie pasożyty w jelitach. Biorą mi trochę śliny do badania i na jej podstawie oceniają, które pasożyty są żywe, a które już półżywe. Zwyczajnie nie mogłem już słuchać tych opowieści. Dlatego lubię występować w radiu, lubię pisać artykuły – ponieważ chcę pomóc ludziom być świadomymi pacjentami. A kobieta ta nogi miała zdrowe. Wyjaśniłem jej tylko, aby szczegółowo porozmawiała ze swoim lekarzem o dolegliwościach i możliwych chorobach, a nie wydawała niepotrzebnie pieniędzy na podejrzanych specjalistów.

Na tym zakończę. Mam nadzieję, że dowiedzieliście się czegoś nowego i pożytecznego. Żeby zadać swoje pytania lub przyjść na wizytę wystarczy umówić się, dzwoniąc pod numer 847-298-2200.

LECZENIE NA NAJWYŻSZYM POZIOMIE I PROFESJONALNE PODEJŚCIE DO KAŻDEGO PACJENTA TO WYJĄTKOWE CECHY IMED MRI, DO KTÓRYCH WSZYSCY U NAS PRZYWYKLI

healthcareJakość i rezultaty – to nie tylko słowa w IMED MRI & VEIN Clinic. Szanujcie swój czas i ufajcie doświadczeniu, a nie pustym obietnicom. My zapewniamy drobiazgowe podejście do zdrowia waszych żył. Stosujemy najnowocześniejsze technologie i z uwagą odnosimy się do każdego pacjenta.

 

Więcej...

 

Contact Us

map395 E Dundee Rd Ste 150, Wheeling, IL, 60090

map7804 W College Dr #3N, Palos Heights, IL, 60463

map(847)298-2200