847-298-2200
Mar 15, 2016

Ciekawe przypadki z praktyki dr. Gorodeckiego – część 3

Wiecie Państwo, po ostatnich artykułach w gazecie, gdzie dzieliłem się rzeczywistymi przypadkami swoich pacjentów, przyszło do nas bardzo dużo nowych osób. Wiele z nich mówiło, że właśnie kiedy czyta się prawdziwe przykłady prawdziwych pacjentów, to o wiele lepiej zauważyć i u siebie samego objawy, na które wcześniej jakoś nie zwracało się uwagi. O wiele prościej jest też zrozumieć pewne medyczne aspekty choroby żył i porównać je ze swoimi dolegliwościami, a co najważniejsze, dzięki temu można przekonać się, czy trzeba już pokazać się lekarzowi, wręcz biec na badanie. Dlatego myślę, że skoro informacja, którą chcę wam, drodzy czytelnicy, przekazać, jest lepiej przyswajana w takiej formie, przyjmijmy zatem za zasadę omawianie przykładów prawdziwych pacjentów w artykułach. I dziś będziemy to kontynuować. Tym bardziej, że w ciągu każdych dwóch tygodni pojawia się u nas wystarczająco dużo ciekawych i obrazowych przypadków, którymi warto jest się z wami podzielić. I tak, jak zeszłym razem, każdy mój przykład będzie miał swój tytuł, który krótko objaśni istotę problemu.

 

Na początku jednak dodam szczyptę humoru. Jak już wiecie, uważam, że mała dawka humoru w relacji lekarza z pacjentem pomaga nawiązać lepszy kontakt i pomóc pacjentowi rozluźnić się i poradzić sobie z różnymi lękami, związanymi z wizytą u lekarza. I tak, dosłownie wczoraj był u nas na follow up (tj. na kolejnej wizycie) pewien fantastyczny pacjent – mężczyzna w podeszłym wieku, który z powodu nieleczonych żylaków miał niegojącą się troficzną ranę (tj. wrzód). Przeszedł u nas pełne leczenie i obecnie z tego owrzodzenia nie ma ani śladu. Sam czuje się świetnie, uśmiecha się, a my tylko obserwujemy jego stan, żeby upewnić się, że wszystko jest w porządku. A powiem wam, że poczucie humoru ma wspaniałe! Po tym, jak go zbadałem, poprosiłem, żeby poszedł na recepcję ustalić termin kolejnej kontroli. A przy recepcji w tym czasie czekał inny nasz pacjent, który przyszedł do nas po raz pierwszy i wszystkiego się jeszcze bał. Ja zawsze polecam nowym osobom, aby zadawali pytania pacjentom, którzy u nas się leczyli. I ten nowy pyta tego badanego przed chwilą „Widzę, że pan zakończył już leczenie. Proszę mi powiedzieć, czy to prawda, że to nie boli? Bo inni, którzy leczyli się w podobnych klinikach opowiadali takie rzeczy…”. Na co odpowiada tamten: „Nie, nie ma się czego bać! Ja zawsze jak przychodzę na zabieg, to od razu dostaję taką narkozę, że w ogóle niczego nie czuję.” W tym momencie oczy nowego pacjenta zrobiły się dwa razy większe, a on sam zamarł – dopóki nie wyjaśniłem mu, że starszy pan miał na myśli po prostu znieczulenie miejscowe. Wtedy nasz „żartowniś” roześmiał się i powiedział, że żylaków już nie ma, ale humor pozostał. To było zabawne. Tacy to dowcipnisie z tych naszych pacjentów!

Nie przeciągajmy jednak zanadto i zacznijmy już opisywanie prawdziwych przypadków.

Przypadek pierwszy: „Zawód nauczyciela, żylaki i brak czasu”

Dwa tygodnie temu do naszego centrum w południowej części miasta przyszła Litwinka. Z zawodu jest nauczycielką, czyli wiele czasu spędza na nogach, pracując z uczniami. Jej koleżanka z tej samej szkoły, która już u nas była, opisała nas w samych superlatywach i radziła przyjść na wizytę. Przyszła więc do nas ta kobieta – w doskonałej formie, ale z zapchanym grafikiem pracy i całkowitym brakiem czasu na własne leczenie. Uskarżała się, że na lewej nodze ma taką długą żyłę, od uda do połowy łydki, która ją trochę niepokoi – czasem piecze, czasem boli uporczywie, ale potem wszystko mija, dlatego ona myślała, że to nic strasznego. Nogi są oczywiście zmęczone, ale obciążenie obowiązkami w żaden sposób nie dawało jej możliwości, żeby znaleźć czas na badania. „Czekałam, aż zaboli mocno” – mówiła. I jak to zawsze bywa, przyszedł taki moment, kiedy ją zabolało. I to tak bardzo, że nawet nie mogła spać w nocy. I przyszła. Zrobiliśmy jej USG, które pokazało ostrą niewydolność żylną – wszystkie główne żyły podskórne były chore, a w tej bolącej żyle przepływ krwi był silnie zaburzony i lada chwila mógł utworzyć się zakrzep. Zaleciłem jej leczenie laserem. Po pierwszym zabiegu, przyszła do nas i powiedziała: „Panie doktorze, bardzo się cieszę, że jednak przyszłam. Tak się bałam, że specjalnie wymyślałam sobie jakieś wymówki, żeby tylko nie iść do lekarza. A wszystko wyszło tak prosto i teraz nic mnie nie boli. I nawet noga zrobiła się jakby lżejsza!”. Podsumowując, chcę przypomnieć, że nieważne, jak bardzo macie zapełniony swój życiowy grafik, jeśli dokuczają wam nogi, nie warto bać się i zwlekać z wizytą w gabinecie – idźcie jak najwcześniej, żeby w przyszłości nie pojawiły się komplikacje. Po prostu zróbcie sobie badanie i będziecie już wiedzieć, co jest przyczyną waszych dolegliwości w nogach.

Przypadek drugi: „Doktorze, proszę wyznaczyć mi zabieg na jutro!”

To była młoda kobieta z genetyczną skłonnością do żylaków, zarówno ze strony ojca, jak i matki. Pierwsze problemy pojawiły się u niej już w wieku 20 lat, potem urodziła dwoje dzieci, co jeszcze pogorszyło stan jej nóg. A teraz, choć jest jeszcze całkiem młoda, pojawiły się pierwsze oznaki postępu choroby i ryzyko komplikacji. Zrobiliśmy USG i rzeczywiście wyraźnie było widać uszkodzone genetycznie zastawki i zaawansowane stadium niewydolności żylnej, szczególnie w prawej nodze. Wytłumaczyłem jej wszystko o chorobie i możliwym ryzyku. Pacjentka chciała zacząć leczenie jak najszybciej, prosiła nawet, żeby zapisać ją na następny dzień. My jednak musimy najpierw przekazać wszystkie wyniki i niezbędne dane do jej insurance company, żeby uzyskać zgodę na leczenie. Nie zajmuje to wiele czasu i jak tylko dostaliśmy pozytywną odpowiedź, zadzwoniliśmy do tej kobiety, żeby wyznaczyć termin zabiegu. Ale ona powiedziała, że teraz zamierza zająć się swoją figurą, bo przytyła po ciąży, że kupiła już karnet do klubu fitness i że temu teraz poświęci swój czas wolny. Przyznam szczerze, że mocno mnie to zdziwiło. I proszę was, nie postępujcie tak ze swoim zdrowiem – na pierwszym miejscu powinno być leczenie tego zakrzepowego zapalenia żył, a wszystko inne, jak sport czy ładna figura, należy odsunąć na plan dalszy. Na szczęście, kobieta ta zrozumiała, co jest ważne i zapisała się do nas na następny tydzień.

Przypadek trzeci: „30 lat rozwijania się żylaków, a takie wygórowane oczekiwania”

Przyszła do nas kobieta w wieku 78 lat, bardzo wykształcona (chemik z zawodu) i zadbana. Odczuwała bóle w przedniej części łydek, zwłaszcza nocami, i ciężkość w nogach. Powiedziała, że o swoich żylakach wie już przynajmniej od 30 lat. Po badaniu USG i poznaniu wszystkich jej dolegliwości wyznaczyłem jej leczenie i wyjaśniłem, nad którymi konkretnie żyłami będziemy pracować. A pacjentka odpowiedziała mi na to: „To skoro już do was przyszłam, wyleczcie wszystko za jednym razem.” Takie naiwne są czasem oczekiwania pacjentów. Choroba rozwijała się przez kilkadziesiąt lat (w tym konkretnym przypadku kobieta ta wiedziała o niej od około 30 lat), a teraz wystarczy tylko, jak czarodziej, zamachać różdżką i wszystko gotowe? Każdy by tak chciał, ale w rzeczywistości, żeby uzyskać pozytywny wynik leczenia, trzeba naprawdę się napracować. Po każdym zabiegu musimy sprawdzić, jak została zamknięta chora żyła i którędy, tj. jakimi odpływami płynie teraz krew. Zastanawiam się nad celowością każdego zabiegu - dlatego rezultaty mojej pracy są takie zadowalające. Jednak nie potrafię, niestety, tak jak inni „czarodzieje”, wyleczyć 30-letniej niewydolności żylnej w ciągu godziny.

Przypadek czwarty: „O złym doktorze”

O, to bardzo obrazowy przykład! Kobieta w wieku około 75 lat, bardzo inteligenta i taktowna, żona pewnego artysty. Być może już kiedyś o niej opowiadałem, teraz więc krótko przypomnę jej historię. Przyszła ona do nas z obrzmiałymi nogami i bólami: skóra ją paliła, żyły od czasu do czasu piekły, o problemach z chodzeniem pewnie nie muszę już wam mówić. Dodatkowo miała ona jeszcze cukrzycę, co komplikuje i potęguje przebieg każdej choroby, także niewydolności żylnej. Opowiadałem już, że kiedy przyszła, to powiedziała: „Panie doktorze, proszę mi wybaczyć, ja bardzo przepraszam, że niepokoję pana swoimi żalami, ale zdecydowałam, że muszę zwrócić się do pana”. Zanim przyszła do nas, była u swojego lekarza, który powiedział jej: „Jeśli może pani, to niech pani wytrzyma”. A ona, nie usłuchawszy go, pojawiła się w naszej klinice, żeby się zbadać i leczyć. I czuje się z tego powodu winna. Chociaż sama powtarza, że „im wszystkim łatwo jest mówić „wytrzymaj” – przecież to nie ich tak bardzo boli nocami”. Szczerze mówiąc, kompletnie nie rozumiem zachowania tego lekarza, zwłaszcza, że ja wciąż mówię, że nie trzeba znosić bólu, że należy się zbadać i sprawdzić, dlaczego coś boli i spróbować sobie pomóc. A ona jeszcze przeprasza. Wczoraj przyszła do nas na wizytę kontrolną po miesiącu od zakończenia leczenia. Była zadowolona i wesoła, chwaliła się swoimi nogami: skóra rozjaśniała, obrzęk zniknął, a ona sama (i to najważniejsze) czuje się teraz dobrze. Ja też byłem bardzo zadowolony!

A teraz najśmieszniejszy moment – ciąg dalszy historii o jej lekarzu-interniście. Opowiedziała nam, że po leczeniu wybrała się do swojego doktora, żeby pokazać mu „nowe” nogi. Powiedziała mu, że leczyła żyły u Gorodeckiego i że jej stan się poprawił. A on odpowiedział jej: „Przecież ja wysyłałem panią na leczenie naczyń, a nie żył, do specjalisty chirurgii naczyniowej”. Taka niezrozumiała ta odpowiedź. I nie wiadomo, dlaczego lekarz był niezadowolony – czy dlatego, że pacjentka postąpiła po swojemu, czy dlatego, że się jej polepszyło, czy może dlatego, że przyczyną dolegliwości okazały się żyły, a nie tętnice? Sytuacja i komentarz nie do pojęcia. Na szczęście, pacjentka jest zadowolona i czuje się dobrze – a to jest dla mnie najważniejsze.

Tym przykładem zakończę na dziś. Mam nadzieję, że dowiedzieliście się ciekawych i pożytecznych rzeczy. Zapraszam do naszej kliniki na badanie wstępne, USG lub żeby móc zadać swoje pytania. Nasz telefon: 847-298-2200.

LECZENIE NA NAJWYŻSZYM POZIOMIE I PROFESJONALNE PODEJŚCIE DO KAŻDEGO PACJENTA TO WYJĄTKOWE CECHY IMED MRI, DO KTÓRYCH WSZYSCY U NAS PRZYWYKLI

healthcareJakość i rezultaty – to nie tylko słowa w IMED MRI & VEIN Clinic. Szanujcie swój czas i ufajcie doświadczeniu, a nie pustym obietnicom. My zapewniamy drobiazgowe podejście do zdrowia waszych żył. Stosujemy najnowocześniejsze technologie i z uwagą odnosimy się do każdego pacjenta.

 

Więcej...

 

Contact Us

map395 E Dundee Rd Ste 150, Wheeling, IL, 60090

map7804 W College Dr #3N, Palos Heights, IL, 60463

map(847)298-2200